19 maja 2012

ZAMKNIĘCIE BLOGA

Starałam się, starałam, ale ... prowadzenie 3 blogów naraz, przy moim dość
intensywnym trybie życia jest niewykonalne. Nie musiałam się zbyt długo zastanawiać,
z którym będę musiała się pożegnać - niestety właśnie z Polskimi Opowieściami.
Publikuję w nim coraz mniej, nie z braku materiałów, ale z braku czasu. Dlatego
podjęłam decyzję, że od teraz ponownie, to co wydarzy się ciekawego w Polsce
lub co uda mi się w naszym kraju zobaczyć, będę pokazywała na moim głównym
blogu czyli Życie jest Podróżą. Póki co polski blog i archiwum zostają, a czasem
zastanowię się co dalej, może jakoś je przeniosę... Nie wiem. W każdym razie,
serdecznie zapraszam do śledzenia dalszych wpisów na Całe Życie w Podróży,
bo z pewnością będzie ich wiele. Z serdecznymi, majowymi pozdrowieniami,
Ajka :)

29 kwietnia 2012

61. Pożegnanie z Afryką

Lubię okolice Starego Miasta. Często się tam włóczę przed pracą albo po pracy, ale starając się
unikać turystycznych tłumów. Dlatego czasami siadam sobie w ogródku kawiarni Pożegnanie z Afryką.
 Nieco na uboczu, w dość spokojnym zakątku Krakowskiego Przedmieścia. Siadam na zewnątrz, aby
  popatrzeć na mijanych ludzi, ale fajnie też zajrzeć do środka bo wnętrze jest przyjemne i pełne skarbów.
   Pomimo, że jest to "sieciówka" to ma jednak swój klimat. Wybór kawy jest ogromny, są także herbaty,
czekolady, soki, lody, ciasta. Dla każdego coś smacznego. W naprawdę sympatycznym otoczeniu.
Ja osobiście najbardziej lubię czekoladę na gorąco z ptysiowym paluszkiem. Dobrze, że już wiosna! :)

7 kwietnia 2012

60. Spacer po Bydgoszczy

Od mojej krótkiej wizyty w Bydgoszczy minął już ponad miesiąc, ale nie mogłam się zebrać za drugą
i niestety ostatnią część bydgoskich opowieści. Ciągły brak czasu doskwiera mi ostatnio boleśnie...
 Ale dziś w końcu przysiadłam i oto jest! Kilka wspomnień z wypadu. Kanały i łabędzie, mostki i
kłódki - to dość popularny motyw w wielu miastach z tego co zauważyłam na różnych blogach.
 Wyspa Młyńska prezentuje się naprawdę ładnie. Kiedyś ta okolica nie należała podobno do
najprzyjemniejszych, ale teraz wiosenny spacer mile widziany! I ten jakże słodki, "psi" znak.... :)

4 marca 2012

59. Wycieczka do Bydgoszczy :)

Cieszę się ogromnie, że pojawił się na naszym rynki Polski Bus. Dzięki nim w końcu ruszyłam się z
Warszawy i zaczęłam poznawać Polskę. Niewielkimi krokami, ale udało mi się już odwiedzić Toruń
i Lublin a teraz przyszedł czas na Bydgoszcz. Znalazłam bilety za 2zł w 2 strony. Wyjazd raniutko, w
środku tygodnia, a powrót późno w nocy. Pobudka o 4, potem 5h jazdy, 5h na miejscu, 7h do domu.
 Ale nie żałuję. Po pierwsze jest to zerwanie z warszawską rutyną, jakaś odmiana szarej codzienności.
Po drugie Bydgoszcz mi się spodobała. Po trzecie miałam okazję poznać Agnieszkę, koleżankę jednej z
 moich blogowych znajomych. Dzięki Jej ciepłemu spojrzeniu na to miasto polubiłam je jeszcze bardziej.
  Cóż, nie ma co się łudzić - 29 lutego nie jest idealnym momentem na zwiedzanie czegokolwiek. Szaro,
buro i ponuro, a do tego łyso. Ale trzeba szukać dobrych stron :) Mimo braku zieleni na chwilę wyszło
słonko i było całkiem przyjemnie. Bydgoszcz jest miastem w nieco starym stylu, ale z fajnym klimatem.

21 lutego 2012

58. Kolorową kredę w pudełeczku noszę....

Ok, ja nie noszę :) Ale lubię tych, którzy noszą. Zazwyczaj dzieci. Przenoszą z ich pomocą 
swój bajkowy, kolorowy świat na szare i smutne chodniki. A ja grasuję w okolicy ze swoim
aparatem, który zawsze mam w torebce. Dziś zamiast ozdób na ścianach malunki znalezione
na ulicy w różnych momentach zeszłego roku. Wiosną rozpocznie się kolejny etap polowań :)
    
 

13 lutego 2012

57. Odrobina Portugalii w Warszawie

Jak zabić tęsknotę za krajem, który jest zbyt daleko by po prostu spakować się, kupić bilet i lecieć?
Trzeba szukać wszelkich małych okruchów Portugalii we własnym mieście. I można je znaleźć! :-)
Zaczęło się pod koniec 2011 roku kiedy Janusz kupił bilety na koncert Kingi Rataj. Polka wykonująca
fado... Zapowiadało się dziwnie, ale zebraliśmy się na odwagę. Nie licząc na zbyt wiele, dzięki czemu
pozytywne zaskoczenie było niewiarygodnie duże. Kinga ma wielki talent i piękny głos a do tego ładnie
brzmi po portugalsku. Występ sprawił nam wielką przyjemność i nie ukrywam, że chciałabym jeszcze
kiedyś zobaczyć Ją na żywo. Jestem pewna, że będzie ku temu okazja! Kinga Rataj "Meu fado".
Niespełna tydzień temu Ośrodek Kultury Bielany zaprosił nas na spotkanie z kulturą Portugalii. Nie chcę
być za bardzo krytyczna, ale chyba muszę. Była szansa zrobić coś fajnego, ale do tego potrzeba trochę wkładu,
starań. Mam wrażenie, że całość była jedną wielką improwizacją. I to średnio udaną niestety.
Sytuację trochę ratowała galeria pięknych fotografii wybrzeża Algarve autorstwa Rafała Rudomina.
Najważniejszy był jednak krótki, ale ciekawy występ Portugalczyka, João de Sousa, który zaskoczył
mnie swoją wspaniałą polszczyzną! I bardzo przyjemnym fado (do posłuchania na profilu Luzomanii).

11 lutego 2012

56 Kawiarnia Ogrody dobra do rozmyślania :)

Jeszcze na chwilę pozostanę w temacie Mariensztatu. Ciągnie mnie tam bardzo i cieszę się, że
teraz mogę bywać w tej okolicy naprawdę często w drodze do pracy. A także po pracy :-)
Wczoraj rano postanowiłam spędzić trochę czasu sama ze sobą w kawiarni Ogrody, w której
byłam ostatnio z koleżanką. Mimo, że lubię ludzi, to uwielbiam czasem posiedzieć w samotności.
Pomyśleć sobie w ciszy. Zupełnej. Zawsze jest tysiąc spraw do przemyślenia oraz problemów do
rozwiązania. Ostatnio mam czas myślenia intensywniejszego niż dotychczas. O tym, jak chcę a jak
nie chcę żyć. O tym, co jest ważne a co nie jest. Na co warto poświęcać czas a co lepiej zapomnieć.

9 lutego 2012

55. Mini sesja na Mariensztacie :)

We wtorek z samego rana umówiłam się z blogową koleżanką Ybą kawiarni Ogrody na warszawskim
Mariensztacie. Niedawno pisałam o tej miłej okolicy. Ponieważ odkryłam nową drogę do pracy,
spaceruję tam bardzo często. Tak bardzo kojarzy mi się Mariensztat z pastelowymi barwami, że chyba
podświadomie ubrałam się w strój, który idealnie komponował się z okolicznymi budynkami :) Sama
zapomniałam aparatu, nad czym głęboko ubolewałam, gdyż chciałam zrobić kilka zdjęć lokalu. Kiedy
spotkanie miało się ku końcowi, moja towarzyszka przypomniała sobie, że ma w torbie swój aparat :)
Zupełnie przypadkiem spełniło się moje od dawna ciche marzenie - znaleźć się w Jej obietywnie. Sesja
była bardzo "mini", ale mam nadzieję, że późną wiosną / wczesnym latem powtórzymy ją w plenerze :)